Zobacz również...










licznik odwiedzin









Islandia - obszar Krafla


Wszystko zaczęło się od zdjęć. Niecodziennych, czasem wręcz abstrakcyjnych jakby żywcem z innej planety. Zdjęć znalezionych przypadkiem w Internecie, które rozbudzając stopniowo naszą ciekawość a z czasem zafascynowanie i podziw sprawiły, że we wrześniu 2005r. dotarliśmy na Islandię. To co zobaczyliśmy na miejscu potwierdziło a nawet przeszło całkowicie nasze oczekiwania. Ta położona na dalekiej północy, otoczona z każdej strony oceanem atlantyckim kraina to prawdziwy "crazyland".

Dojazd

W linii prostej Islandia oddalona jest od Polski o ok. 3600 km. Aby dostać się na tę wyspę do wyboru mamy dwa środki transportu; samolot lub prom.

Połączenia lotnicze

W zależności od ilości dostępnych środków możemy skorzystać z linii ICELANDAIR - wyloty z Niemiec, informacje na stronach www.icelandair.de, lub z linii ICELANDEXPRESS - wyloty z; Kopenhagi, Londynu (London Stansted), Berlina (Berlin Schoenefeld), Frankfurtu (Frankfurt Hahn), Fridrichshafen, Goteborga, Sztokholmu. Informacje na stronach www.icelandexpress.is.
Podobno od maja 2006r są dostępne bilety w dwie strony już od 99 euro. Samoloty lądują w Keflaviku oddalonym o 45 km na zachód od stolicy Islandii Reykjaviku.
Oczywiście warto z dużym wyprzedzeniem poszperać w Internecie aby skorzystać z jakiejś korzystnej promocji. Dolot do lotnisk na terenie Niemiec i Anglii oferują tanie linie lotnicze typu Centralwings, Wizz Air czy Ryanair.

Połączenia promowe

Na wyspę dopłynąć można promem NORRÖNA (na zdjęciu) linii Smyril-line, który pływa pod banderą Wysp Owczych (port macierzysty Thorsavn).
Prom ten wypływa z Danii z miejscowości Hanstholm, raz w tygodniu (w soboty). Szczegółowy rozkład kursów, ceny oraz informacje praktyczne podane są na stronach www.smyril-line.com lub na stronach polskiego przedstawiciela tejże linii www.petpolonia.pl lub www.promy.pl.
Oczywiście cena biletu uzależniona jest od terminu wypłynięcia, dla przykładu cena po sezonie tj. do 28 maja lub po 2 września za 2 osoby, auto, miejsce w kuszetach (tam i z powrotem) wyniosła razem 330 euro (ok. 1300 zł). W sezonie tj. od początku czerwca do końca sierpnia, za tę samą ofertę trzeba by zapłacić ok. 900 - 1100 euro (3500 - 4300 zł).

Podróż w sezonie trwa 6 dni (od soboty do czwartku) przy czym w sezonie prom płynie z Hanstholm bezpośrednio na Wyspy Owcze gdzie zalicza się obowiązkowy 2-dniowy pobyt (prom w tym czasie płynie do Norwegii). W drodze powrotnej nie ma juz postoju na Wyspach Owczych. Poza sezonem (rejs trwa 4 dni od soboty do wtorku) trasa z Danii (Hanstholm) na Islandię przebiega przez Norwegię (Bergen), Szetlandy (Lerwick) i Wyspy Owcze (Torshovn). Tam tez przewidziany jest ok. 6 godzinny postój w trakcie którego można wyruszyć samochodem lub nawet pieszo na krótki rekonesans.

Skorzystanie z promu to idealne rozwiązanie dla osób, które mają odpowiednią ilość czasu i jadą z własnym środkiem transportu. My skorzystaliśmy z tego rozwiązania, dzięki czemu wieźliśmy ze sobą wszystko co jest niezbędne na tego typu wyprawie. W samolocie najprawdopodobniej napotkalibyśmy na "drobne" problemy chcąc przewieźć butle gazowe, ok. 100 kg bagażu czy pokaźny zapas jedzenia.
Prom przypływa do wschodniego wybrzeża wyspy - do Seydisfjordur, skąd rozpoczęła się nasza podróż.

Co warto wiedzieć

  • po przybyciu na Islandię wskazówki zegarka należy przesunąć 2 godziny do tyłu,
  • wodę (najlepiej zimną) można pić prosto z kranu, jej smak jest lepszy od niejednej wody mineralnej,
  • całkowita ilość wwożonej na wyspę żywności nie może być większa niż 3 kg/osobę, nie może przekraczać wartości 13 000 ISK, z bezwzględnym zakazem wwożenia produktów surowych (tzn. żadnych kabanosów, salami, czy nie przetworzonego mięsa)
  • w większości banków można do woli częstować się gratisową gorącą kawą z mlekiem, nawet gdy nie korzysta się z usług banku
  • nazwa gejzeru jako zjawiska pochodzi od islandzkiej nazwy Geysir,
  • na Islandii ok. 85% domów ogrzewanych jest geotermalnie,
  • bez problemu z tubylcami można porozumiewać się w języku angielskim
  • wszędzie nawet w najmniejszych miejscowościach lub stojących na odludziu stacjach benzynowych można płacić kartami kredytowymi
  • waluta obowiązująca na Islandii to korony islandzkie (ISK), średni kurs wynosi 100 ISK=5,136 PLN, 100 ISK=1,614 USD
  • na wyspie nie ma pociągów
  • pogoda jest nieprzewidywalna, w ciągu dnia potrafi zmieniać się kilkakrotnie


  • "Wrota piekieł" lub dymiące pola lawy

    To co uderza nas już w pierwszym momencie zetknięcia z Islandią to bez wątpienia niecodzienne krajobrazy, zmienność pogody oraz niczym nie ograniczone bezkresne przestrzenie. Jednym z najbardziej niesamowitych miejsc, wartym odwiedzenia jest tzw. obszar Krafla. W zasadzie nazwa ta pochodząca od szczytu Krafla (ok. 820 m.npm.) została przyjęta dla rozległego obszaru wulkanicznego zlokalizowanego w pobliżu jeziora Myvatn w północno-wschodniej części wyspy. Dotarcie do obszaru Krafla jest bardzo łatwe, jadąc samochodem drogą nr 1 tzw. Ring Road od strony Akureyri, kilka kilometrów za miejscowością Reykjahlid należy skręcić w lewo (jadąc w przeciwnym kierunku w prawo). Dalej jadąc asfaltową droga po ok. 8 km docieramy do parkingu zlokalizowanym powyżej elektrowni geotermalnej - Krafla. Turyści nie posiadający własnego środka transportu do obszaru Krafla mogą dotrzeć autobusem kursującym z Reykjahlid lub pieszo korzystając ze szlaków turystycznych.
    W pobliżu skrętu z drogi nr. 1 do Krafli czeka na nas już pierwsza niesamowita niespodzianka - zlokalizowany na zboczu góry Namafjall oraz u jej podnóża jeden z największych obszarów geotermalnych Islandii - Namaskard (foto poniżej).



    Cały ten teren pokryty jest licznymi mini gejzerami i wulkami błotnymi, w powietrzu unosi się intensywny zapach siarkowodoru a wydobywająca się pod dużym ciśnieniem para wodna wymieszana z gazami powoduję, że ziemia w tych miejscach tworzy charakterystyczne otoczone kamieniami kopce (stożki).
    Para ta wypłukuję siarkę zalegającą pod ziemią dzięki czemu okolica pokryta jest miejscami żółtą a nawet czerwonawą wartstwą tej substancji. Barwa ta w połączeniu z kolorami bulgoczącego błota oraz gęsto białą buchajacą parą daje niesamowity efekt. Podobno para ta osiąga temperaturę nawet do 200oC, także w przypadku zmiany kierunku wiatru trzeba salwować się natychmiastową ucieczką tak by nie zostać poparzonym strumieniem gorącej pary. Obok zobaczyć możemy tzw. fumarole i solfatary, wokół których gotuję się wydzielające przy tym gaz błoto. Wg opowieści napotkanego tam turysty z Niemiec, w dawnych czasach wytracająca się podczas erupcji pary i gazów siarka wykorzystywana była przy produkcji prochu. Ogólne wrażenie podczas spacerowania po tym obszarze można porównać do wizyty w przedsionku piekła, zewsząd dochodzą nas odgłosy bulgotania oraz świstu i syku buchającej pary. Zapach siarki i możliwość nagłej zmiany kierunku wiatru sprawia, że pomimo niewysokiej temperatury powietrza (ok. 6-8 oC) jest nam całkiem gorąco.

    Oczywiście cały ten teren jest znakomicie przygotowany do zwiedzania i co w większości przypadków na Islandii jest normą - bezpłatny. Na parkingu znajduje się tablica informacyjna a zwiedzanie odbywa sie po przygotowanych do tego celu specjalnie wydzielonych ścieżkach.

    Foto: Krater Viti (z lewej)

    Oszołomieni tym co zobaczyliśmy w Namaskard ruszamy w kierunku Krafli. W drodze do parkingu zlokalizowanego powyżej elektrowni mijamy kosmiczną wręcz plątaninę rur, turbin, stacji przekaźnikowych oraz innych dziwacznych budowli. To zlokalizowana na tym terenie elektrownia geotermalna (foto poniżej).
    Dzięki temu, iż na terenie tym aktywność geotermalna jest regularnie odnotowywana, elektrownia ta jest znakomitym przykładem poskromienia i wykorzystania przez człowieka sił natury drzemiących we wnętrzu ziemi. Stojąc na parkingu powyżej elektrowni możemy podziwiać panoramę tej stworzonej przez człowieka "maszyny" przetwarzającej parę wodną w energię.

    Ruszając dalej kierujemy się do podnóża krateru Viti. Już na parkingu nasze zdziwienie budzą powracający ze szczytu krateru turyści, którzy zamiast butów mają coś w rodzaju ogromnych kapci z gliny. Ich pierwszą czynnością przed wejściem do aut jest długa i żmudna czynność oczyszczania obuwia z niesamowicie kleistej gliny, która pokrywa szlak wokół krateru Viti. Dojście z parkingu na szczytowe partie zabiera nam kilkanaście minut. Za to u góry spędzamy więcej czasu fotografując i rozkoszując się niesamowitymi widokami i turkusowo-zieloną barwą jeziora Viti. Sam krater wygląda niesamowicie, a wrażenia te potęgowane są przez fakt, iż ostatnia erupcja wulkaniczna w tej rejonie miała miejsce około 20 lat temu w 1984 roku. Stojąc na szczycie krateru nasz wzrok przykuł widok zbocza mieniącego się czerwono-rdzawo-zielonymi kolorami, wyrastającego z "morza" zastygłej lawy - to obszar Leirhnjukur.

    Foto: Leirhnjukur (2 pierwsze fotki), pola lawy



    Aby dotrzeć do Leirhnjukur trzeba z parkingu przy kraterze Viti cofnąć się w stronę elektrowni geotermalnej Krafla. Z drogi skręcamy z prawo i w dole znajduje się parking. Stąd widoczne jest już zbocze góry pokryte licznymi dymiącymi otworami, z których wydobywa się bulgoczące błoto, tworzące miejscami większe lub mniejsze jeziorka. Dojście do niego przebiega przez zastygłe pola lawy powstałe w wyniku erupcji wulkanu w latach 1975 oraz w 1984 roku. Już samo przejście dostarcza niesamowitych wrażeń, jeśli przy tym trafimy na dobra pogodę (a my mieliśmy takie szczęście) to bez wątpienia można stwierdzić, iż wizyta na tym obszarze to jedno z większych doznań turystycznych i emocjonalnych w trakcie całego pobytu na Islandii.

    Człowiek idąc przez gigantycznych rozmiarów przestrzeń pokrytą zwałami pokruszonej, spiętrzonej zastygłej lawy wyobraża sobie a właściwie stara sobie wyobrazić jak wyglądało to miejsce w chwili erupcji. Ilość przepływającej wówczas w ciągu dnia rozgrzanej do czerwoności, płynnej lawy była podobno większa od ilości wody przelewającej się przez wodospad Niagara.

    Odczucia towarzyszące podczas nam w miarę zbliżania się do zbocza Leirhnjukur balansują gdzieś pomiędzy podziwem, oszołomieniem a obawą o to, że w każdej chwili uśpione siły natury mogą przypomnieć o swoim istnieniu. Szczególnie interesująca jest możliwość obserwowania z bliska śladów, jakie zostawiła po sobie płynąca lawa. To coś w rodzaju ciasta barwy szaro-czarnej, wylanego z formy, które zastygło tworząc przedziwne kształty (foto powyzej).

    Gdzieniegdzie ta posępna i ponura szara przestrzeń ożywiona jest nieśmiało wkraczającą zieloną trawą, która wypełnia każdą wolną lukę pomiędzy kawałkami lawy.


    Najlepsze czeka nas jednak po zdobyciu szczytu góry. Widoki zapierają dech w piersiach a buchające gdzieniegdzie obłoki dymu sprawiają, że czujemy się jakbyśmy byli naprawdę na innej planecie. Przenikające się wzajemnie pola szarej "starej" i czarnej "świeżej" lawy obrazują to co działo się tu w trakcie wybuchu wulkanu. W drodze powrotnej przypatrując się z bliska czerwonawo-żółtej barwy podłożu oraz kipiącymi i plującymi szarawym błotem otworami stwierdzamy zgodnie, że chyba jesteśmy na... Marsie.



    Po tym pełnym dniu wrażeń skierowaliśmy się do Reykjahlid gdzie spędziliśmy noc na kempingu, położonym przy samym jeziorze Myvatn. Koszt noclegu po lekkich negocjacjach wyniósł nas 1000 ISK (za dwie osoby, namiot i auto), przy czym ze względu na średnio ciekawą temperaturę (ok. 0oC o godzinie 19-tej) noc spędziliśmy w komfortowych warunkach, śpiąc wygodnie w ogrzewanych pomieszczeniach... kempingowej umywalni ;).

    Kolejnym etapem zwiedzania w rejonie Krafla była oddalona o parę kilometrów od Reykjahlid rozpadlina skalna - rów powstały po pęknięciu ziemi oraz sieć podziemnych jaskiń, z naturalnym jeziorkiem w rozpadlinie skalnej - Grjotagja (foto obok).
    Spacer z głównej drogi zajął nam ok. pół godziny. Po dojściu na miejsce naszym oczom ukazało się coś w rodzaju ciągnącego się po widnokrąg rowu powstałego w wyniku rozstąpienia się ziemi. Rów ten szerokości około 2-4 metrów i głębokości ok. 4-5 metrów miejscami we wnętrzu zarośnięty jest wkraczającymi tam pionierskimi gatunkami drzew i krzewów. Całość sprawia dziwne wrażenie, jakby ktoś ogromnym nożem rozkroił po prostu kawałek ziemi. Pod spodem znajdują się częściowo zawalone chodniki polawowe, które fragmentami wypełnione są wodą.

    Po powrocie do auta ruszyliśmy w dalszą drogę wzdłuż jeziora Myvatn. Zgodnie z tym co wyczytaliśmy w przewodnikach czekała nas jeszcze jedna atrakcja. Naturalny twór - efekt tego co zostawiła po sobie przepływająca przez ten teren lawa - rezerwat Dimmumborgir.
    Ten pełen rozmaitych kształtów i form labirynt skalny może być doskonałym miejscem na spokojne zwiedzanie po pełnym wrażeń dniu spędzonym w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni geotermalnej Krafla. Oczywiście spacer po znakomicie przygotowanych i oznakowanych ścieżkach nie dostarcza już takiej dawki adrenaliny jak wędrówka po zastygnietych polach lawy, lecz daje możliwość uruchomienia swojej wyobraźni. A zastygłe formy lawy szczególnie w porze zachodzącego słońca tworzą bardzo ciekawe, czasem groźne kształty. Nie bez powodu bowiem rezerwat ten nosi nazwę Dimmumborgir czyli "Mroczne Skały".

    Foto: Dimmumborgir



    Podsumowując, cały obszar Krafla jest świetnie przygotowany i udostępniony dla zwiedzających. Tych co prawda tych we wrześniu można było policzyć na palcach dwóch rąk, lecz ponoć w sezonie jest tam całkiem spory ruch. Sieć oznakowanych ścieżek w połączeniu z masą dostępnych w każdym punkcie informacji turystycznej wszelakich ulotek sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
    Miejsca noclegowe przygotowane są na dwóch działających w Reykjahlid kempingach. Można również legalnie biwakować na dziko za wyjątkiem terenów położonych w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni oraz kempingów. Różnorodność okolicy oraz bezpośrednia bliskość jeziora Myvatn (foto obok) (o którym można by napisać osobny artykuł) zapewni nam gwarantowany brak nudy, a niecodzienne widoki mieniące się nieziemskimi kolorami zaostrzą tylko apetyt na zwiedzanie dalszej części wyspy. A zwiedzać jest co...!Ale to już inna historia...!

    Tekst i zdjęcia:
    Tadeusz Podmagórski


    www.iceland.glt.pl
    więcej zdjęć z wyprawy na Islandie





    Copyright: www.psary.info 2005 - 2006    webdesign by PrzeMek
    zawartość strony jest własnością serwisu www.psary.info